Strategia PSV, czyli rynek oczami retail tradera cz. 1

27

-

04

-

2018

W końcu zdecydowałem się i przekazuje Wam namiastkę mojego podejścia, rozwoju i ogólnego pojęcia rozumienia i postrzegania rynków. Uwaga - długa lektura!

Strategia PSV, czyli rynek oczami retail tradera cz. 1

Traderzy i Traderki!

Często padały pytania odnośnie szukanych przeze mnie momentów na zajmowanie pozycji, na co zwracam uwagę, co z czym się je kiedy przedstawiam niektóre podejścia i jak ogólnie patrzę na rynek. Powiem szczerze, że długo wstrzymywałem się z napisaniem takiego posta, między innymi z powodu podanego już jakiś czas temu w dziennym komentarzu o tym, że środowisko forex’owe kompletnie już dostaje joba, analiza techniczna przecież nie działa, a ludziom wkłada się teraz totalny shit do głów i przyjmuje się to za pewnik.

Jednak doszedłem do wniosku, że mimo wszystko warto przedstawiać dobrą szkołę tradingu, a system, którym gram i którego dziś opiszę (w sumie po raz kolejny, bo dokładnie to samo robiłem na panelach dyskusyjnych) to lata pracy nad nim samym, oraz nad dojściem do masy oczywistych wniosków – że czym prostsze jest to, czym się posługujemy, tym łatwiej jest wdrożyć procesy z tym związane w życie.
W sumie system, którego roboczo kiedyś nazwałem PSV (i tak zostało już do dziś) posługuję się od około trzech lat – wcześniej posługiwałem się raczej systemami mocno związanymi ze wskaźnikami, które świetnie chodziły tylko w krótkich okresach i które często trzeba było usprawniać bądź dopasowywać do sytuacji na rynku co jest trudne - z powodu częstego braku obiektywności. Brakowało mi zatem elementu stałości, niezależnie czy mamy trend wzrostowy, spadkowy czy konsolidację. Fakt, to brzmi jak utopia. Dlatego właśnie trzeba było całkowicie przemodelować myślenie i pojęcie na temat trendu- inaczej zapewne ciągle szukałbym (jak zresztą większość) Grala wpatrując się i onanizując do wyników wątpliwego pochodzenia. Ale do rzeczy. Poniżej przekazuje Wam namiastkę mojego podejścia, rozwoju i ogólnego pojęcia rozumienia i postrzegania rynków.

Część pierwsza: Wprowadzenie.

Chciałbym zacząć od czegoś, czego pewnie nie spodziewacie się po poście o strategii jaką zagrywam. Z drugiej strony nie chcę, abyście przewrócili teraz oczami i pomyśleli, że będzie to kolejny suchy tekst o tym, jak to „psyche” jest w tradingu najważniejsze i jak bardzo trzeba się na niej skupiać. Dobrze wszyscy wiemy, że większość poglądów jakie głosimy odnoszą się do naszych własnych doświadczeń i nie muszą być one aktualne dla innych osób, ponieważ zwyczajnie prawda, którą kierują się inni może być po prostu inna. Chcę zatem zacząć nie tyle od psychologii samej w sobie, która byłaby czystą i niewiele znaczącą moją prawdą, którą kieruję się podczas trading, ale od krótkiej refleksji – tytułem wstępu – o istocie rozwoju w tradingu i być może o tym, dlaczego tak wiele początkujących traderów i inwestorów na rynku OTC traci oraz dlaczego tak wielu z nich po czasie się zwyczajnie i bezpowrotnie się wypala.

Swego czasu- jeszcze na grupie Trading Club Szczecin zwracałem uwagę na bardzo słabe podejście do edukacji nt. rynków OTC w Polsce oraz na ciągle słabo rozwiniętą ideologię tej branży. Bowiem ciągle mówi się o tym (kolokwialnie mówiąc), że psyche ponad wszystkim, mimo świadomości, że istnieje tak naprawdę kilka filarów rozwijania się w tradingu. Są to m.in:

  • rozwój zdolności analizy wykresów (analityczna)
  • rozwój zdolności analizy zdarzeń (tzw. obycie z wykresem – konsekwencja układu na rynku)
  • rozwój zdolności konsekwencji wprowadzania działań (od analizy do zagrywania)
  • dyscyplina i konsekwencja względem systemu

I oczywiście ogólnie rozumiana psychologia, czyli emocje i zrozumienie pewnych zachowań wpływu działań rynkowych na nasze zachowanie. 

Mamy zatem pięć głównych filarów umiejętności. W większości przedstawiane są one na zasadzie poziomów od których musimy przejść, aby dotrzeć dalej. Pod tymi słowami miałem oczywiście na myśli zarabiać, bo przecież nie uprawiamy pewnego zawodu, czy nie wgłębiamy się w pewien zawód tylko dla istoty zawodu. Jednak w pewnym momencie zauważyłem pewną nieścisłość, pewien dość duży mankament. Ponieważ jeśli wszyscy przechodzimy taki schemat poziomowy- dlaczego nie stajemy się wszyscy zarobkowi, a już na przestrzeni 2 do 5 lat pochwalić się zarobkami mogą już naprawdę nieliczni? Gdzie leży błąd w takim nauczaniu?

Natchnęła mnie do tych rozważań pewna teoria na temat tworzenia i rozwijania świadomości. Wskazuje ona bowiem pewien mankament w dotychczasowych wzorach i schematach poszerzania umiejętności. W standardowym modelu przedstawiania potrzeb lub ścieżki rozwoju stosuje się tak zwaną piramidę potrzeb (lub hierarchię potrzeb) w formie trójkątnej, fazowej ścieżki przejścia z punktu A do punktu B – z pewnością każdy ją zna. Problem jednak w tym, że zarówno w przypadku rozwoju świadomości jak i w tradingu takie założenie już na początku jest błędne. Trójkąt to utopijna wizja doskonalenia, która wskazuje, że człowiek nie może się cofnąć w osiągnięciach, a jedynie przemierza kolejne poziomy ewoluując i stając się lepszym. Lepszym, czyli zarobkowym. To pogląd idealistyczny, nierealny, mówiący, że błędów się nie popełnia, techniki się nie traci a umiejętności są stale rozwijane.

Prawdziwa istota tradingu jest zatem nie jak trójkąt- a jak koło rozwoju. Stale poruszamy się po po różnych aspektach rozwoju w inwestowaniu, stale wracamy do tych samych wartości, nasze decyzje wpływają na to po jakich płaszczyznach aktualnie się poruszamy, jakie umiejętności rozwijamy bądź nie i czy- lub w jaki sposób je utrwalamy.  

No dobrze, ale co zmienia takie podejście? Staniemy się przez to lepsi, bo przyjmiemy taką ideologię a nie tę utopijną? Oczywiście, że nie. Tu nie chodzi o to, by przyjmować wszystko za pewnik. Wręcz przeciwnie- trzeba wywoływać konflikty na płaszczyźnie naszego postrzegania rzeczywistości, aby zweryfikować nasze dotychczasowe poglądy. I taki cel ma właśnie ten wątek. Aby zwrócić uwagę, że pewne już wspomniane prawdy utarte na przestrzeni lat edukacji o rynkach  przemielić, zetrzeć w pył i na nowo ustalić. Warto może zatem nie mówić o tym, że kiedyś się w końcu uda, próbuj dalej, że rynek to wsparcia i opory – naucz się ich a będziesz wiedział jak on działa, że dobrze przeanalizuj wykres a się nie pomylisz, że ta czy tamta technika jest dziwna i na pewno nie zarabia (bo za dużo czy za mało kresek, albo bo jakiś z wielkich guru tego świata tak prawi), że stosunek zysku do ryzyka zawsze musi być co najmniej 3:1 a na pewno wygrasz (co jest kompletną bzdurą) czy, że to, że ci się nie udaje to najprawdopodobniej wina psyche, bo psyche rządzi tradingiem. A skupić się na tym, że to ciągła gra prawdopodobieństwa, my możemy a nawet musimy się mylić i nie ma w tym nic złego a każde podejście, które zarabia jest dobre i nie nam jest osądzać, bo to rynek jest od tego? To ciekawa wizja nauczania odchodząc od schematów w większości już dawno nieaktualnych, w których przywołuje się gwiazdy inwestowania zeszłych epok do dzisiejszych warunków, gdzie 80% handlu (poprawcie mnie, jeśli więcej) stanowią już zautomatyzowane transakcje algorytmiczne. Jeśli to, i wiele innych nieprzytoczonych jeszcze (ze względu na objętość) przykładów (jak teorie spiskowe tak zwanych grubasów, ICH, ONI) by się zmieniło, zmieniłoby się obraz patrzenia na trading.

To może proste, lub naiwne dla jednych czy drugich, ale dochodziłem do tego kilka lat, aby finalnie zrozumieć i żałować, że czasu nie da się cofnąć, bo chętnie wielu osób na swojej ścieżce tradingowej bym nie spotkał i wielu bzdur bym się nie uczył i nie propagował w swojej karierze. A wszystko zmierza ku jednemu słowu – racjonalność.

Oczywiście muszę dodać, że nie musicie się z tym, co powyżej napisałem zgadzać. To tylko moja opinia, subiektywne oduczcie bo w końcu jest to post o moim podejściu i warto to zapamiętać.

Część druga: system.

Składowe systemu

Na początku kilka niezbędnych wstępów technicznych, bez którego się nie obejdzie. A więc objaśnię z czego korzystam i postaram się pokrótce opisać każdy z elementów pod względem:

  • skrótowego opisu elementu,
  • priorytetu odczytu,
  • ogólnego zastosowania,
  • potencjału sygnałów,
  • dodatkowych elementów (wsparcie).

Skrótowy opis elementów:

Pivot - Dokładniej - Pivot Points– niegdyś mniej, dziś prawdopodobnie najbardziej znana strategia handlu jednodniowego.  Strategia swoją popularność zdobyła w największym stopniu poprzez możliwość obiektywnego wyznaczenia wsparć i oporów, pozwalając przy tym stworzenie planu inwestycyjnego na dany dzień.

Prócz swojej obiektywności Pivot posiadają również cechę „wyprzedzającą” ruch rynku w postaci „punktu kierunkowego” jakim jest sam dzienny Pivot. Choć wywodzi się z rynku kontraktów terminowych, z powodzeniem również używany jest na rynku OTC.

 

Wolumen - Wolumen określa liczbę walorów, które były kupowane i sprzedawane w danym okresie, na danym instrumencie. Wykorzystanie wolumenu zależy głównie od charakteru strategii – może być długoterminowe jak i krótkoterminowe. Wolumen często mylony jest przez inwestorów z obrotem, jednak nie jest to tożsame. Wolumen określa liczbę walorów a obrót uzyskujemy mnożąc wolumen przez cenę akcji. Wolumen często wykorzystywany jest do analiz ruchów cen spółek w trendach średnio i długoterminowych, jednak używając wolumenu rzeczywistego na rynku OTC, może on stanowić bardzo pomocny wskaźnik handlu intraday.

 

Sekwencja – będąca częścią trendu (powtarzalność / ustanawianie nowych dołków lub szczytów) , stanowi nieodłączny element precyzyjnego ustalania potencjalnych punktów zwrotnych intraday. W odróżnieniu od pivotów – są to miejsca tworzone w trakcie rozwoju trendu bądź negacji ówcześnie trwającego. Charakterystyczne schematy sekwencji takie jak m.in. zamiana wsparcia w opór lub odwrotnie – mogą posłużyć jako dość precyzyjne określenie zarówno potencjalnego miejsca zajmowania pozycji, dokładania kolejnych- bądź jako sygnał krótkotrwałego odwrotu trendu poprzez przełamanie poziomu newralgicznego dla całego układu budowy trendu. Sekwencja sama w sobie warto aby była poparta reakcją kontraktów na danym poziomie, a więc wykorzystywana przy pomocy wolumenu lub w oparciu o poziomy pivotów.

Priorytet odczytu:

Co mam na myśli mówiąc priorytet odczytu? Istotnym elementem w każdej strategii jest spójność systemu. Aby ją osiągnąć trzeba wcześniej ustalić priorytet dla każdego z poszczególnych elementów. Priorytet zaś ustalany być powinien w zależności od tego, w jaki sposób postrzegamy rynek i dokonujemy analizy.

Na moim przykładzie ustalony priorytet odczytu informacji rynkowej to:

  • Pivot – rozpoczęcie analizy położenia wykresu oraz potencjalnych dziennych i tygodniowych zasięgów.
  • Sekwencja / Trend – ustalenie kierunku z dni poprzednich oraz orientacja w możliwości kontynuacji, zwykle sekwencję stosuję dla krótkich interwałów czasowych, dzięki czemu łatwiej jest podjąć decyzję co do wejścia czy prowadzenia pozycji.
  • Volumen –  potwierdzenie reakcji konkretnego poziomu, lub uświadomienie o jej braku. Mimo że jest to na końcu listy priorytetów ponieważ najpierw musi zgadzać się poziom oraz trend, to jest to nieoceniona pomoc w podejmowaniu decyzji- głównie za pomocą obserwacji reakcji na poziomach wyznaczonych z dwóch powyższych już elementów.
  • Dodatki (w następnym opisie)

Raz ustalony priorytet powinien zostać zachowany na stałe. W przeciwnym razie nie dochowamy spójności, a cały system będzie bardziej przeszkodą w podejmowanych decyzjach, niż pomocą. Zwracam na to szczególną uwagę – co wyklucza w dużym stopniu emocjonalne podchodzenie do tradingu.   

Dodatkowe elementy:

Prócz przedstawionych elementów można zastanowić się nad dodawaniem własnych, które mogą usprawnić decyzję o podejmowanych transakcjach czy ogólnym postrzeganiu sytuacji na rynku. W moim przypadku jest to kilka elementów pomocniczych będących gdzieś z tyłu głównych elementów, które obserwuję w przypadku chęci ogólnego spojrzenia na rynek. Są to rzeczy na wykresie (czysto techniczne) oraz bardziej fundamentalne, które czasem opisuję.

Techniczne:

  • średnie kroczące,
  • uzupełnienie s/r (najczęściej naprzemiennie używany z sekwencją),
  • wybrane formacje świecowe.

Fundamentalne:

  • sentyment rynku,
  • pogląd kontraktów opcyjnych,
  • podgląd spółek.

Średnie kroczące – które nie raz nazywam standardowymi średnimi intraday -  czyli średnimi, które na danym walorze najbardziej się sprawdzają. Stosowanie curve fitting – czyli dopasowywania średniej do waloru jest rzeczą oczywistą, ponieważ to, co działa na szybkim indeksie DAX niekoniecznie musi działać na powolnym wykresie CAC lub EUROSTOXX itd. Są to dwie średnie: SMA50 oraz szybsza SMA20, które mają za zadanie określić trend i generować sygnały z nim związane (np. potwierdzenie trendu – mean reversion czy przejście i ustanawianie nowych trendów – break out).

Kolejnym dodatkiem całości to oczywiście uzupełnienie w postaci wyrysowania wsparć i oporów. To klasyczne podejście opierania się na poziomach, na których może zajść potencjalna reakcja i które mogą dać niewielką przewagę prawdopodobieństwa.

Wybrane formacje świecowe – to oczywiście te najbardziej klasyczne, pinbary oraz podwójne szczyty i dołki. Nie wierzę, aby wszystkie formacje można było ogarnąć na sesję intraday grając na wykresie M1/M5, dlatego ograniczam się do tych klasycznych i dających prawdopodobnie najlepsze efekty. Miejsce formacji oczywiście musi mieć swój poziom.

Sentyment rynku – o sentymencie można by pisać i pisać. Ogólnie rzecz biorąc sentyment często jest źle rozumiany i mieszany ze sobą. Istnieją dwa typy sentymentu. Sentyment rynkowy i sentyment graczy. 

Sentyment rynkowy, to tworzenie pewnej struktury na rynku- pozytywnej albo negatywnej. Ocenić to można podczas reakcji na poziomy oraz ogólnego trendu. Do tego dochodzą dane makro, które również wpisują się w sentyment rynkowy. Często we wpisach piszę czy konkretne dane mogą zmienić sentyment na rynku czy nie powinny mieć na niego wpływu. 

Sentyment graczy z kolei to psychologia tłumu. Utarło się przekonanie, że na rynku zawsze większość się myli – jest to równie taka sama bzdura jak wspominanie o „mszczących się grubasach na rynku chcących wykiwać wszystkich retaili tego świata”. Mówiąc, że to bzdura mam oczywiście na myśli sprowadzanie wszystkich do jednego worka. Ponieważ co zwykle gracz ma na myśli mówiąc „wszyscy się mylą!”? Ma oczywiście na myśli ulicę. Ulicę, czyli graczy takich jak ja czy prawdopodobnie Ty czytelniku – chyba, że masz portfolio na dziesiątki milionów i rozgrywasz indeksy na prawdziwym rynku, czyli kontraktach rynku kasowego, rynku futures , opcji czy akcji. Cała reszta, czyli najczęściej nazywana ulica to gracze inwestujący na kontraktach syntetycznych typu CFD– nie mających absolutnie żadnego wpływu na rynek i nikt takimi graczami nie jest zainteresowany – a zwłaszcza ich złotówkowymi portfelami, które zwykle mają takie wielkości, ile wynosi prowizja miesięczna „dużych graczy”.

Do brzegu. Pisałem w tym wątku o godzinie 9:50 pewną ważną kwestię związaną z sentymentem graczy wokół których narosło tyle mitów. Sentyment graczy to nic innego jak szacowana wartość pozycji (od danego brokera lub rynku), która nie ma nic wspólnego z kierunkiem, w jakim uda się wykres. Cena porusza się od zlecenia do zlecenia- pójdzie zawsze tam, gdzie zleceń jest więcej lub tam, gdzie zlecenia zostają zrealizowane (np. strategia wygasania opcji, strike).  Jest to wspomniana już psychologia tłumu, która najczęściej jednak ma rację (a nie, jak się utarło- zawsze się myli) obserwując wykres względem sentymentu.

Podpieram się tym „wskaźnikiem” w momentach kluczowych, gdzie ekstrema wskaźnika informują o tym gdzie jest przewaga i przekładając to na wykres można oszacować gdzie mogą znajdować się zlecenia obronne tych graczy.

Podgląd kontraktów opcyjnych – opcje można wykorzystać na dwa sposoby: dla chęci zarobku bądź dla zabezpieczenia. Mali gracze na rynku najczęściej korzystają z opcji spekulacyjnie, aby zarobić na ruchu, który mogliby nie wytrzymać na kontraktach typu CFD czy Futures. Więksi gracze typu fundusze lewarowane czy zarządzający w funduszach hedgingowych  - najczęściej wykorzystują opcje dla zabezpieczenia swoich pozycji. Najprościej mówiąc- jako hedge dla swoich pozycji w niepewnych sytuacjach rynkowych. Przeglądając takie opcje zatem widzimy ich ilość, czas trwania, koszt i rozmieszczenie na poziomach. To daje swego rodzaju informację zwrotną na temat tego w jaki sposób widzą wykres duże instytucje korzystające z tego typu rozwiązań. Opcje zatem pomagają w ogólnym poglądzie oraz przy ustalaniu ważnych poziomów dla chęci rozegrania dłuższych swing’ów.

Ważna uwaga: Warto pamiętać, że nie zawsze sytuacja jest klarowna co do tego, czy opcje są na zarobek czy na zabezpieczenie oraz kto opcje wystawia a kto je kupuje. Po latach spoglądania na nie doszedłem do poziomu, w którym obserwuje ich zmianę w czasie na poszczególnych poziomach i dzięki temu jestem w stanie oszacować z dużą dozą prawdopodobieństwa które opcje do czego służą - to jednak dość mozolny proces obserwacji zmian wielkości kładzionych opcji względem czasu i ceny.

Podgląd spółek – grając w większości na niemieckim indeksie muszę i chcę wiedzieć o nim jak najwięcej. Dlatego poglądowo lekturą obowiązkową są największe spółki, o których często piszę na stronie. Taki podgląd to drogowskaz tego, co dzieje się w środku indeksu. Oczywiście- i tam zmienić się może wszystko w niedługim czasie, ale wiedza na temat tego, jak wygląda indeks od wewnątrz jest dość istotna. Wystarczy raz w tygodniu przeanalizować 6 największych spółek a potem tylko spoglądać jak reagują na najważniejsze poziomy. Zawsze jest to jakaś informacja zwrotna w stosunku do całości indeksu.  

Warto jednak pamiętać o „pułapkach usprawniania systemów” jak m.in. zwielokrotnianie wskaźników prowadzących do wzajemnie wykluczających się sygnałów, bardziej utrudniających pracę niż wspomagających jej procesy.  Dlatego zwracam szczególna uwagę na prostotę systemu ponad wszystko inne i nie kombinowanie w ulepszaniu czegoś, czemu wystarczy się poświęcić aby odnosić korzyści.

Szukanie sygnałów

Tu odpowiem na kilka często zadawanych pytań – czyli czym dla mnie jest sygnał w tej strategii oraz w jaki sposób ich szukam.

Czym jest sygnał w PSV?

Sygnałem w systemie PSV jest w sumie to, co opisywałem powyżej w poprzednim dziale – ogólne zastosowanie elementów czy priorytety dla poszczególnych części składowych systemu. Innymi słowy najważniejszym dla mnie jest zdefiniowanie dziennych zasięgów na podstawie pivot’ów, trendu na podstawie sekwencji i potwierdzeń ustalonych poziomów na podstawie reakcji wolumenu.

Sygnałem zatem są:

  • dojścia do poziomów pivot lub przekraczanie tych poziomów
  • budowa lub negacja sekwencji (rozwój trendu, wykończenie trendu)
  • reakcja ceny na wzmożone obroty (wolumen) lub reakcja wolumenu na ważne poziomy s/r, pivot, sekwencje, 
  • testy, re-testy poziomów,
  • akumulacje – re-akumulacje / dystrybucje.
W jaki sposób szukam sygnałów?

Najczęstsze wejścia to właśnie opisane powyżej sygnały dla systemu. Jest kilka czynników, na które muszę zwrócić uwagę przed każdym wejściem, czyli np. określenie płynność rynku czy zasięgów.

Zasięgi – określane są na podstawie pivotów lub wsparć i oporów. To podstawowy miernik zasięgu.

Płynność – ten element określa wolumen. Zwykle wolumenem posługuję się (do wejść) z poziomu interwału M1. Z moich kilkuletnich obserwacji rozkładu wolumenu na niskim interwale jednominutowym wynika, iż rozkład ten ma generalnie swoją charakterystyczną reakcję po osiągnięciu odpowiedniego poziomu na linii kontrakt a świeca i wygląda to w sposób następujący:

  • ‍Poniżej 100 kontraktów / świeca - na rynku jest brak odpowiedniej płynności, staram się wstrzymać od zawierania transakcji.
  • Powyżej 250 kontraktów / świeca - na rynku występuje zmienność, mogę spokojnie szukać wejść.
  • ‍Powyżej 500 kontraktów / świeca - zaczyna się coś dziać na wykresie, występuje podwyższona zmienność.
  • ‍Powyżej 750 - 1000 kontraktów / świeca - spike wolumenowy - wyraźnie coś się dzieje na rynku. Może to oznaczać wyładowanie wolumenu (czyli pozbywanie się kontraktów) lub przełamanie ważnej strefy wraz z łapaniem pozycji obronnych. Warto wówczas uważać na obrót sytuacji (wyładowanie).

   

Jeśli te dwa czynniki zostają spełnione czekam na wyżej opisywane już sygnały. Początkowo chciałem dołączyć screeny z wejściami, jednak stwierdziłem, że przecież robię to na co dzień- pokazuję zarówno momenty gdzie będę szukał pozycji jak i postuję swoje wejścia na te momenty wraz z późniejszym rozstrzygnięciem w postaci zamknięcia pozycji. Przekopiowywanie teraz tych samych treści z dziennych postów nie ma dla mnie większego sensu a pokazywanie „tu bym wchodził a tu bym wyszedł” zostawiam innym. Przykłady macie codziennie na żywo. Bardziej istotną rzeczą, którą nie zawsze mam czas opisać jest zarządzanie pozycją.

Najczęstsze setupy poszczególnych elementów.

 

Pivot

Choć strategia i sam wskaźnik wywodzi się z kontraktów terminowych, z powodzeniem stał się prawdopodobnie jednym z najpopularniejszych wskaźników rynków OTC. To obiektywne wyznaczanie wsparć i oporów dla sesji intraday / tygodniowych / miesięcznych na podstawie maksimów i minimów odnotowanych w tych okresach. W moim przypadku TOP narzędzie określające zarówno potencjalne zasięgi dla rynku w danym okresie oraz służący jako punkt kierunkowy dla dalszej części sesji.  Innymi słowy – będący punktem odniesienia, który ułatwia poruszanie się po wykresie (lub wraz z wykresem).

Wykorzystanie: Pivoty klasyczne – ponieważ o nich mowa – używam na wykresach M1 innych od tych z wykresu M5. Na wykresie M1 używam zliczania pivotów dla sesji jednodniowej – w określeniu potencjalnych zasięgów dla standardowej sesji. Na wykresie M5 używam pivotów tygodniowych dla ogólnego poglądu na potencjalnie dłuższe zasięgi w ciągu tygodnia lub dla niestandardowych sesji dziennych (z dużymi zasięgami). Na stronie niejednokrotnie opisywałem przykłady, kiedy w jedną sesję DAX potrafił wykonać zasięg od tygodniowego R1 do tygodniowego S1 przekraczając po drodze jeszcze poziom pivota.

Strategia na pivoty jest stosunkowo prosta i przypomina tę związaną z s/r lvls, czyli dojścia, przekroczenia i re-testy. Najważniejszym pivotem jest dzienny pivot, czyli środek całości- jest to punkt kierunkowy dla sesji. Powyżej pivota najczęściej widać presję popytową, poniżej presję podażową. Wszelkie przejścia tego głównego pivota są zatem stosunkowo ważniejsze od reszty. Drugim ważnym poziomem są poziomy R2 oraz S2. Początkowo, kiedy stworzono strategię opartą na  pivotach nie było poziomów R3 oraz S3 – dopiero wraz z upływem czasu i zwiększeniem płynności i zasięgów na rynku  dodano kolejne poziomy. Dlatego poziomy S2 oraz R2 zwykle reagują bardzo defensywnie. Reakcja na tych poziomach jest zatem często stanowcza. Dlatego zwracam szczególną uwagę na te poziomy dziennego / tygodniowego wsparcia i oporu. Częstym zjawiskiem również jest reakcja z poziomu R2 do S1 (raptowny spadek), oraz analogicznie z S2 do R1 (raptowny wzrost). Wynika to z faktu najczęściej najdogodniejszych miejsc popytu i podaży dla sesji. Wszelkie dojścia do poziomów, przejścia oraz re-testy byłyby niczym bez dodatkowe potwierdzenia w postaci wolumenu. Te dwa wskaźniki są dla siebie wręcz stworzone. Zatem wykorzystanie jednego wiąże się u mnie nierozłącznie z wykorzystaniem drugiego.

Sekwencja

Sekwencja, ustanawianie nowych szczytów lub dołków, czy sygnalizowanie braku siły ich tworzenia- to nic innego jak schemat budowy trendu. To głownie momenty dołączania do trendu po korekcie, przyłączania się po jego negacji lub wyznaczanie potencjalnych miejsc gdzie może dojść do utworzenia lub zanegowania trendu. To istotna informacja co do przyszłego (krótko-średnio lub długoterminowego) kierunku na rynku.

Wykorzystanie: W sekwencji wiele tłumaczenia nie ma. Przełamanie trendu, czyli wybicie dołka z ostatniej korekty – najczęściej potwierdzone jeszcze jakąś szybszą średnia (np. sma20) to główne sygnały. Wyznaczanie jest stosunkowo proste i w zależności od tego jak wygląda czy buduje się trend – wyznaczanie miejsc maksymalnego zasięgu korekty na dołączanie lub wchodzenie na właśnie przełamywanie jego jest głównym sygnałem. Ciężko dodać tu coś jeszcze :-)

Wolumen

Zdecydowanie zacząć trzeba od tego, że wolumen bardzo często nie rozgraniczany jest pomiędzy wolumenem rzeczywistym– np. z rynku futures lub kasowego, a wolumenem tickowym, nie dający praktycznie żadnej informacji zwrotnej z rynku, prócz tego, ile ticków zaszło na danej świecy.

 

Wykorzystanie: Istotną kwestią jest fakt, że wolumen w głównej mierze służy do analizy dłuższych interwałów, np. M30/H1+. Dostosowanie go do warunków intraday niesie za sobą pewnego rodzaju uproszczenie- czyli wykorzystywanie prostych schematów, ponieważ zwyczajnie zabraknie nam czasu na reakcję. Zatem wykorzystuję kilka schematów: - podwyższoną reakcję na poziomie (w zależności od wielkości reakcji) mogącą sugerować wyładowanie wolumenu, o którym pisałem już wyznaczając poziomy wolumenowe na sesję dla niemieckiego indeksu - drastycznie spadający wolumen będący wskazówką o dalszej kontynuacji aktualnego trendu w celu poszukiwania zleneń - obserwację zleceń od +10 do -10 poziomów od aktualnej ceny (często widoczny u mnie z prawej strony wykresu, osobny wskaźnik) do analizy, czy są najbliżej położone zlecenia, które mogą przepchać wykres - Spike’i wolumenowe – będące sygnałem wyładowania (nagły wzrost wolumenu kilkukrotnie większy od średniej, następnie ponowny spadek do średnich poziomów) i sugestią o możliwym nagłym odwrocie wykresu - ogólna analizę dla orientacji o miejscach popytu i podaży wg. poprzednich sesji.

Wolumen to generalnie ciężki temat i długo by tu pisać- prawdę mówiąc nadaje się to na zgoła osobny post, dlatego uprościłem. Przykładów również dziennie macie ode mnie dziesiątki, często mocno opisuję reakcję i dlaczego wykres reaguje tak a nie inaczej (według mojej interpretacji!).

Ostatnią kwestią, którą chcę i muszę opisać to kwestia wielkości wolumenu na sesję. To dość ważny temat. Otóż często piszę, że zachodzi jakaś reakcja większa na danym poziomie. Jednak co to znaczy? To, że 400 czy 600 kontraktów na świecę M1 to relatywnie dużo zleceń- nie oznacza, że w sesji, w której większość świec tak wygląda będzie dużym zleceniem. To wszystko kwestia perspektywy- tego, w jaki sposób rysuje się cała sesja, lub sesja poprzednia. Innymi słowy jest to skalowalne. W przypadku, gdy sesja jest raczej spokojna i mamy od 50 do 150 kontraktów na świecę – wejście wolumenu 500 kontraktów może całkowicie zmienić bieg wydarzeń. Jednak jeśli na sesji występuje 200 do 300 – 500 będzie jedynie niewielkim wyładowaniem. Zatem analiza wolumenu w pierwszym kroku powinna zacząć się od analizy kontekstu wolumenowego dnia- i tu jest klucz tej analizy, którego długo nie rozumiałem i na chama szukałem co większego wolumenu, żeby odwrócić pozycję - co kończyło się najczęściej SL'em.

Średnie

Średnie kroczące to chyba najpopularniejszy wskaźnik z wyszczególnionych powyżej elementów. Choć to klasyczna pochodna ceny, to może przysłużyć się w wielu sytuacjach na rynku podczas handlowania intraday. Jak już wspominałem w opisie elementów korzystam z dwóch średnich – SMA20 oraz SMA50. Obydwie średnie mają swoje znaczenie, jednak jako, że jest to dodatek do całości w systemie, mają one zdecydowanie mniejsze znaczenie od reszty.

Wykorzystanie: Zdecydowanie najczęściej obie średnie wykorzystuję na wykresie M1 oraz tylko wolniejszą na wykresie M5 każdego z indeksów jako pomoc w określaniu krótkoterminowego trendu. Oczywiście- sekwencja oraz budowa HH/HL – LH/LL to jedno, ale rozgrywając wykres na tak niskich interwałach warto mieć pomoc, aby szybciej reagować. Posługując się wykresem M1 zwracam uwagę na obydwie – podążanie średnich za wykresem jako trend oraz przełamywanie jako potencjalna korekta (jeśli przy okazji nie zmienia się cała sekwencja). Na wykresie M5 posługuje się tylko wolniejszą (SMA50) jako określenie trendu oraz – co ważniejsze – jako setupy na re-testy średniej. Gdy trend się zmienia np. ze spadkowego na wzrostowy – każda korekta do średniej od góry będzie potencjalnym miejsce do dołączenia na pozycjach długich. Często postuję wówczas sygnał o tym, że dochodzi właśnie do re-testu bądź nabijania. Zatem standardowe dzienne średnie służą w główniej mierze do wspierania się o określeniu trendu oraz do potencjalnych setupów na dołączanie do trendu po korekcie. Taki przykład można znaleźć tutaj o godzinie 13:15.

Ogólny pogląd na rynek oraz zarządzanie pozycjami

Czytając pod-tytuł pewnie zastanawiacie się co ma wspólnego ogólny pogląd na rynek z zarządzaniem pozycjami? Przecież jedno to bardziej mechaniczny proces podczas gdy drugie mocno filozoficzno-kreatywny mechanizm. Otóż, jak się okazuje, wcale nie tak bardzo. Zarządzanie pozycją zdaje się być najważniejszym elementem układanki (no, może zaraz po MM) i warto poczytać jak dochodziło się do pewnych rozwiązań i odchodzenia od złych nawyków. Teraz postaram się przybliżyć wam nie tylko konkretne podejście ale również trochę światopoglądu, jaki wyrobiłem sobie na przestrzeni lat, który pomógł mi odnaleźć siebie na rynku.

Aby zarabiać, pozycje zawsze powinny mieć stosunek zysku do ryzyka na poziomie minimum 3:1!

Przymierzając się do zajmowania pozycji, po ówczesnym spełnieniu wymienionych warunków jakie muszą zostać spełnione- oceniam standardowo cel. W 90% wejść warunki są niezmienne, czyli pozycja obronna SL na poziomie 10 punktów, a TP 10 / 20 lub 15 do 30 pkt. Statystycznie, gdyby chcieć zestawić wszystkie postowane tutaj wejścia może się okazać, że zdecydowana większość pozycji ma stosunek zysku wynoszący 1:1. Standardowo, nauczanie wygląda tak, żeby zawsze stosować jak największy stosunek zysku do ryzyka i czym więcej- znaczy lepiej. Pisałem już o tym wielokrotnie, że jest to generalnie rzecz ujmując piękna maksyma, ale nic poza tym. To nie miało nic wspólnego z realiami.

Siedząc na rynku intraday już od 6 lat, zagrywając w sumie dziesiątki tysięcy transakcji– rzadko udawało się osiągać zyski rzędu 50 punktów ryzykując 10. I wcale nie chodzi tu o to, że 10 punktów to niewiele. To kwestia perspektywy i precyzji wejść. Chodzi jednak o fakt, że statystycznie łatwiej będzie nam łapać zyski rzędu 10 czy 20 punktów, niż złapać 50 czy 100 na pozycję – czego próbują usilnie uczyć wszelkiej maści „poradniki od zera do milionera na forexie”. To kwestia statystyki. Kropka.

Dlatego w swoim podejściu wyleczyłem się z jarania wynikami innych i skupiłem się na tym, co u mnie działa najlepiej- czyli realistyczne podejście do tego, ile jestem w stanie złapać na trade. Przyjmijmy, że średnio łapiemy tylko 15 punktów na pozycje. Mamy około co trzecie wejście nieudane. Wejść mamy od 5 do 10. Czyli optymistycznie zakładając przy 10 wejściach 6 z nich powinno wypalić, 4 wylądują na SL’u. Zakładając już 15 zysku a 10 straty – kończymy dzień na poziomie 50 punktów zysku. Przypomnę tylko jedną kwestię: każde wejście w rynek daje różny potencjał. Próbując raz wejść na 50 punktów nie wiemy jaki będzie tego finał. Wchodząc kilka razy dajemy sobie szansę na załapanie się na coś większego. Przy odrobienie szczęścia być może uda się złapać nawet więcej niż 15, a zauważcie, że w tym przykładzie znacznie ograniczyłem wygraną a nie przegraną. Przegrana jest zawsze na tym samym poziomie a wygrana bywa mniejsza o kilka punktów lub większa o kilkanaście do kilkudziesięciu.

Wniosek nasuwa się sam. Jeśli nadal Cię to nie przekonuje czytelniku zadaj sobie proste pytanie: ile razy udało Ci się złapać 50 czy 100 punktów na pozycję, a ile razy udało Ci się złapać 10, 15 lub 20 punktów? Albo inne pytanie: Jak często przed wyleceniem na SL’u miałeś już na zysku 10 do 20 punktów licząc na więcej? Jeśli odpowiedź to „całe mnóstwo” albo „gdybym zawsze brał te 10 czy 20 punktów depo byłoby o wiele większe” to właśnie odpowiedziałeś sobie na pytanie. Tak więc właśnie. Skorzystałem z tego, co najprostsze.

 

Wyleczyłem się z chęci „złapania wszystkich punktów świata”

Kiedyś usłyszałem, że powinienem przeciągać pozycje, trzymać je dłużej – w końcu wejścia są całkiem ok. Zobaczyłem jak to wygląda u innych – faktycznie, wyniki po 200 punktów na pozycje. Szok. „Też tak chcę”. To byłby najgorsze słowa jakie mogłem wypowiedzieć i najgorsza rada jaką mogłem przyjąć. Trading z lekka się posypał – w końcu nie dziwota, opisywałem to zagadnienie powyżej. Uderzyłem zatem z innej strony. Skoro nie da się złapać 200 czy 100, to złapię chociaż cały swing, nieważne ile da. Zacząłem fokusować się mocno na próbie wyłapania całego momentum, od wsparcia aż do samiutkiego oporu. Oczywiście – to nie mogło się udać. A gdy nawet się udawało, to i tak nie czułem satysfakcji, ponieważ zwykle okazywało się, że opór pękł a ruch który złapałem nie był nawet w jednej trzeciej taki, jaki odbył się zaraz po wyjściu. Po powrocie z biura do domu nawet w dobry dzień zaglądałem wieczorem na wykres i widziałem jak ten czy tamten ruch się rozwinął. Zaczęły się wyrzuty sumienia, a mogłem, a gdybym, następnie poczucie winy i.. trading siadł kompletnie. Dopiero po dłuższej przerwie i powrocie na rynek przemodelowałem swój system wcześniej odcinając się drastycznie od wszelkich for / grup / kanałów dyskusyjnych. To pomogło. Nie samo odcięcie, a zrozumienie problemu i wdrożeniem istotnych zmian. Wyleczyłem się wówczas z chęci złapania wszystkich pipsów świata. Teraz, z perspektywy czasu wiem, że tylko Chuck Norris jest w stanie złapać je wszystkie.

 

Nauczyłem się odpuszczać setupy beznadziejne

Kolejną lekcją było nauczenie się, że czasem lepiej wyjść z transakcji na zysku 40 pipsowym (jak w przypadku EUR/USD rozgrywanego z postowanego przykładu) widząc, że sytuacja zaczyna robić się odwrotna, lub że istotne dane wchodzą na rynek dla tego waloru, niż dostać SL’a na takim samym poziomie punktowym/pipsowym. Wejść zawsze można ponownie, okazji na rynku jest wiele, a walorów jeszcze więcej. Warto też zrozumieć, że setupy beznadziejne, to nie tylko setupy na stracie. To również te, w których sytuacja nawet na zysku zaczyna obracać się przeciw nam. Szczególnie takie sytuacje występują rozgrywając waluty lub surowce z interwału H1+. Po 2017 roku, kiedy takich dni jak „czarny czwartek” na rynkach zaczęło pojawiać się stosunkowo dużo zrozumiałem, że czym krócej jestem w pozycji, tym bardziej jestem w stanie kontrolować sytuację. Oczywiście, nagłe sytuacje też się zdarzają, ale porównując 20 minutowy trade a trade 5 dniowy, gdzie jest większe prawdopodobieństwo, że kontroluję nadal warunki wokół waloru, na którym zagrywam? Odpowiedź zdaje się prosta.

 

Zacząłem rozgraniczać granie intraday a granie pozycyjne

Zawsze zamykaj pozycje na noc – łatwo powiedzieć. Takie kiedyś miałem podejście. Temat ten tyczy również tego, co przed chwilą przeczytaliście powyżej, czyli czym krócej jestem na rynku tym bardziej jestem w stanie ją kontrolować. Jednak w rezultacie często przetrzymywałem pozycje na noc- zwłaszcza, jak sytuacja nie była najkorzystniejsza, narażając się na luki, które swego czasu potrafiły być bardzo duże. To sprawiło, że musiałem zdecydować się raz na zawsze- czy jestem graczem intraday czy graczem pozycyjnym? Gdy rozwiązałem tę kwestię, w końcu widziałem wyraźną różnicę w zagrywaniu intraday a rozgrywaniu pozycyjnym czy projekcyjnym – jak to lubię nazywać. Wówczas dopiero te dwa światy stały się osobne i narzuciłem sobie godziny grania tak, aby do takiej sytuacji również nie dopuścić w przyszłości (w końcu kończąc o 17 trudno wmówić sobie, że trzymanie pozycji nadal do 22 jest normalne).

Zrozumiałem, że jeśli nie masz planu na transakcję, to przegrałeś zanim ją otworzyłeś..

Nawet jeśli zarobiła. I tak – to nie jest żart. Jeszcze parę lat temu często zdarzało mi się wchodzić w pozycję bez SL’a, bo przecież setup wydaje się banalny, musi się udać. Albo wciskałem sobie kit na temat tak zwanego „mentalnego stop lossa”. Mentalny SL to coś takiego, kiedy nie postawisz sztywno pozycji obronnej bo.. bo nie- ale wyjdziesz, kiedy tylko okaże się, że coś idzie nie tak. Mhm.. Tak to wygląda w teorii. W praktyce jednak mentalny stop loss to taki stop loss, którego boimy się postawić w imię zasady „a co jak nas wytnie i pójdzie w naszą stronę?!”. Spójrzmy prawdzie w oczy. W pewnym momencie, na pewnym etapie rozwoju tradingu (przypomnę tylko – tradingu, nie hazardo-gry, „na dwa uda”) przychodzi taki moment, w którym zaczynamy interesować się statystyką, money-managementem oraz wynikami w dłuższej perspektywie- czas utrzymać siebie i rodzinę. Wówczas dochodzimy do wniosku, że zabawę zostawiamy dla innych a sami musimy zająć się uprofesionalnianiem (tak, mój neologizm) tradingu, albo zajmujemy się czymś innym.

Do mnie dotarło to w momencie pewnej bardzo dotkliwej straty na transakcji na ropie. Wszedłem w transakcję- dokonałem akumulacji w strefie i zaczęło się odjeżdżanie wykresu. Trwało to pół procent konta, procent konta, pięć procent konta, piętnaście procent konta.. W końcu pękłem i postanowiłem poradzić się dobrego znajomego, z którym wspólnie przetradowaliśmy setki godzin. Patrząc na tę katastrofę zadał mi tylko jedno pytanie: „jaki miałeś plan na pozycję?”. Jaki miałem plan? Plan? Zarobić! To chyba jasne.. „No tak -odpowiedział- ale jaki miałeś plan na pozycję, a nie ile chciałeś na niej zarobić?”. I tu mnie miał- nie miałem planu. Chciałem zarobić, ale planu nie było..

Plan na pozycję to kompletny schemat ustalony jeszcze przed jej zawarciem na to: 

  • ‍gdzie się bronimy
  • ‍gdzie wychodzimy
  • ‍co sprawi, że wyjdziemy częściowo
  • ‍co sprawi, że wyjdziemy przed czasem

Innymi słowy plan co zrobimy gdy spełnią się nasze oczekiwania, nie spełnią się nasze oczekiwanie i co zrobimy, jak zacznie się „kisić”.

Dla gridowców z krwi i kości lub osób, które uprawiają trading hobbystycznie może wydać się to nie do przyjęcia i pewnie posypią się za to komentarze w stylu „a ja tak robię i pewnie wykręcam większą stopę zwrotu w dzień niż ty w miesiąc!”- i być może mają rację. Ba, na pewno ją mają. Pytanie tylko- co będzie, gdy ten jeden raz za dużo przygridują bez stop lossa, albo gdy tak zwanie pozycje złapią za jaja? Warto właśnie zwrócić uwagę na fakt, że taki stop loss mentalny albo jazda bez to oszukiwanie siebie samego i powoduje podatność na włączanie emocji. Można by skłonić się nawet ku tezie, że to jest furtka emocjonalna, która wystarczy chwilę dłużej nas pomęczy, a popełnimy szereg kolejnych błędów. Bo przecież ile razy zdarzyło się Wam, że broniąc jakiejś pozycji straciliście jeszcze więcej, niż po prostu byście ją zamknęli? 

Takie lekcje życiowe myślę, że są na wagę złota. Podzieliłem się z Wami kilkoma moimi- mam nadzieję, nie na darmo. Z kwestii filozoficzno-kreatywnych to byłoby na tyle. Teraz sucho opiszę zarządzanie już bez kwiatków.

Kwestia ogólna

Zarządzanie pozycją w graniu intraday to głównie wejścia na kilkanaście – kilkadziesiąt punktów. Statystyka ponad tysiąca wejść mówi, że ponad 70% wejść mam do 20 punktów. Powyżej to też zwykle nie 100 a oscylowanie w okolicach 30 – 40. Na tym samym stop lossie, co najważniejsze. Zatem stosunek zysku do ryzyka na poziomie 1:1 to normalka, ponieważ pozwala na to skuteczność. Kiedyś pisałem to w takim „wzorze”:

To skuteczność określa R:R.
To wejście określa SL.
To wielkość pozycji określa TP

Gdzie w pierwszej części rozumiem przez to, iż to, jaką mamy skuteczność pozwala nam na to, o jaki stosunek zysku do ryzyka na co dzień walczymy. Przy słabej skuteczności stosunek 1:1 może okazać się kompletną katastrofą. Przy dużej 3:1 może okazać się marnowaniem potencjału. Wszystko jest sprawą mocno związaną ze statystyką podczas rozgrywania intraday. Druga część jest jasna – to w jaki sposób wejdziemy determinuje gdzie musimy postawić SL’a. Jeśli nasze wejścia nie są dość precyzyjne albo zwyczajnie się spóźniamy- automatycznie stop loss będzie większy o X punktów w porównaniu do tego, jak wejść powinniśmy. Czasem zdarza mi się postować wejścia z SL’em na poziomie 5-6 punktów, czyli o połowę mniej, niż standardowo a ogólnie na to patrząc – bardzo wąsko. Trzecia mówi o tym, że to jak duża jest pozycja określa jak dużo punktów musimy zdobyć. Odwołuje się to oczywiście do naszego kapitału i wartości zaangażowania pozycji w stosunku do depozytu. Chcąc zarobić na pozycje 200 PLN wejdę albo 0.03 lota albo 0.30, przy czym w pierwszym przypadku TP będzie musiało wynosić 50 punktów, a w drugim 5 punktów. To oczywiście tylko przykład i nie zachęcam do hardcorowego skalpingu na poziomie 5 pkt.

 

Kwestia „fuck it, I’m out!

Ucieczka z pozycji na zysku lub na stracie – ale jeszcze przed SL to zwyczajnie przyznanie się przed samym sobą, że scenariusz zawiódł i nie mamy czego więcej szukać. Najczęściej wychodzi się na małym zysku niż małej stracie – i wynika to z faktu, że zwykle jak już dochodzi do straty to łudzimy się, że może jednak pozycja jeszcze się odwróci, a na zysku nie chcemy przechodzić w stratę. Ucieczka z pozycji jest zasadna tylko w momencie, kiedy: 

  • ‍wejście nie było do końca udane (zbyt późne wejście, próba wejścia na wybicie),
  • ‍kiedy generuje nam się odwrotny sygnał w oparciu o naszą strategię,
  • ‍kiedy okazuje się, że mogą wejść dane,które silnie wpłyną na walor.

Cała reszta, czyli wyjście „bo nam się wydaje” albo „bo coś nie ten, teges” albo sterta innych wymówek to zwyczajna niekonsekwencja i warto zastanowić się nad powodami naszych wahań.

 

Kwestia dzielenia pozycji – czyli wyjście w częściach

Aby odpowiedzieć, trzeba wpierw wyjaśnić czym jest dzielenie pozycji. Dzielenie pozycji to proces częściowego zamykania zysku z różnych powodów: można zamykać zysk z powodu osiągnięcia celu na pozycję, ale mamy ochotę na więcej, można z powodu konsolidacji – a tym samym zabezpieczeniem pozycji albo można zamykać częściowo w celu ograniczenia ryzyka przy np. dużej pozycji. W moim wykonaniu dzielenie pozycji to kwestia raczej oczywista – dzielę pozycje w momencie chęci przetrzymania pozycji dłużej, ale część chcę mieć już zaksięgowaną. Czy jest to zasadne podejście czy nie to już inna kwestia. Faktem jednak jest, że przy większej pozycji dzielenie sprawa, że jesteśmy w stanie wytrzymać dużo większy ruch (kwestia emocjonalna).

 

Kwestia zabezpieczenia typu break even

Zabezpieczenie pozycji na poziom wejścia (b/e) to temat często poruszany przez inwestorów- szczególnie intraday’owych. Jeśli by przyjrzeć się tym, którzy faktycznie sumiennie go stosują można zauważyć, że robią oni całkiem dobre wyniki. Skąd się to bierze? Z podejścia, że lepiej ograniczać straty, niż je odrabiać. Zabezpieczanie na break even w moim wykonaniu wygląda tak, że zabezpieczam w dwóch przypadkach: 

  • bezwzględnie w momencie rozbijania pozycji / częściowego cashowania,
  • w momencie, kiedy jestem na zysku 1:1 – chcę więcej a sytuacja zaczyna się konsolidować.

Simple as that. Nie wiem, czy rozwijanie dalsze wątku jest potrzebne.

Część trzecia: plusy i minusy strategii PSV

No tak- przyszedł czas na niewielkie podsumowanie strategii, co nie jest sprawą łatwą – w końcu posługuję się tym na co dzień, rozumiem to, w sumie- stworzyłem to na własne potrzeby. Jednak trzeba podejść do tematu obiektywnie – w końcu analiza techniczna, czy żadne podejście inne niż matrix nie działa.

Strategia z użyciem PSV jest strategią głównie intraday, choć na podobnych zasadach można wykorzystywać ją na wyższych TF. Jak każda- ma swoje plusy i minusy. Zdecydowanym plusem jest fakt, iż dzięki niej dostarczanych jest wiele sygnałów w ciągu dnia – często niezależnie od trendu. Należy do strategii, które szybko weryfikują setup i założenie tradera. Jest stosunkowo uniwersalna pod względem prostych, nieskomplikowanych narzędzi. Posługując się PSV trudno o większe ryzyko, ponieważ system klarownie określa zasięgi czy R:R dla transakcji oraz nie ma mowy o przetrzymywaniu pozycji przez noc.

Istotnym minusem jednak jest jej charakter krótkoterminowy. Strategia przeznaczona jest raczej dla graczy oscylujących wokół niewielkich zysków, rzędu 10/20 punktów na pozycję. Dodatkowo, absorbuje stosunkowo dużo czasu, „zmuszając” do stałej obserwacji zachowań ceny na określone przy pomocy PSV poziomy. Problematycznym może być również dotarcie do źródła danych wolumenu – jest to zwykle płatny wskaźnik, a wszystkie darmowe delikatnie mówiąc różnią się od rzeczywistego wolumenu z kontraktów Futures.

Trudno też prosić Was o ocenę systemu, którym się nie posługujecie, albo mnie samego- który z kolei posługuje się tym na co dzień. Pozostawiam Wam w takim razie pewien rozdział do samodzielnego zbadania. Powiem tylko, że nie jest to co do zasady mój twór. Wielu traderów korzysta z tego typu systemu, oraz kilku, których znam osobiście i którzy utrzymują się z rynków od wielu lat z powodzeniem. I tak- nie trzeba patrzeć tylko na cenę, aby przejść na jasną stronę mocny w tradingu ;-).

Niedługo może dojdzie do jakiś Live-Trading'ów, gdzie na żywo przedstawię Wam wiele aspektów tej strategi w praktyce.

Warto pamiętać również, że nie ma traderów „dobrych” i „słabych”, lub „dobrych” czy „złych” – są tylko konsekwentni i nie konsekwentni.

Na koniec chciałbym jeszcze życzyć Wam sukcesów na rynkach, determinacji, otwartego umysłu, opanowania i dużo pokory- w stosunku do siebie, w stosunku do innych ludzi i metod oraz w stosunku do samego rynku. W końcu to on i tylko on ma prawo nas oceniać :-).

PS.

Mimo, iż nie chciałem podawać przykładów z systemu.. chyba muszę to zrobić. Ale nie w tym poście już a w osobnym, jako uzupełnienie. I nie piękne, wyjątkowe sytuacje, a sytuacje, na które wchodziłem lub będę wchodził, czyli przykłady z wejść LIVE. Tak, aby nadać temu autentyczności ile się da. To dla mnie ważne. Odciąć się od teoretyzowania. No cóż. Jeszcze trochę pracy mnie czeka. Ale to za jakiś czas. Niech no zbiorę naście wejść.

Maksymilian Bączkowski

Analityk / Trader rynku OTC

Od 2011 roku działa jako Trader na rynku OTC/FX – głównie daytrader. Twórca autorskiej strategii podejścia do inwestycji średnioterminowych. Pasjonat ekonomii, inwestycji kapitałowych, wyznawca i propagator idei social-learningu. Działania i praca, którą wykonuje, zostały bardzo docenione przez wielu traderów i inwestorów. Skutkowało to m.in. nominacją w konkursie organizowanym przez fundację FxCuffs w kategorii Analityk Roku 2016.

Tagi:
Powiązane artykuły:

EUR/USD wybija Overbalance

Aktualizacja ostatniej analizy video, rynek EUR/USD wybija kluczowy opór, czy to już koniec spadków?

Czytaj więcej

Analiza video - EUR/USD metodą Overbalance

Jak wygląda aktualna sytuacja technicza na parze EUR/USD? Czy to już czas na korektę?

Czytaj więcej

EUR/USD i Payrolls

Czy payrollsy odwrócą trend spadkowy na EUR/USD?

Czytaj więcej